Akceptacja czyli o gotowości na doświadczanie, a niekoniecznie przycisk 'lubię to'

Alt text

Słowo akceptacja ma czasem kiepski PR. Kojarzy się z westchnieniem, opuszczonymi ramionami i zdaniem: „No trudno, już po mnie”. Jakby człowiek podpisywał umowę z losem, najlepiej długopisem bez tuszu.

A przecież w ACT akceptacja nie oznacza poddania się. Nie znaczy: „Uwielbiam ten stres”, „Cudownie, że się boję”, ani „Jak miło, że znowu mam gonitwę myśli o 3:17 w nocy”. Akceptacja to coś znacznie bardziej żywego. To gotowość na doświadczanie tego, co już jest obecne.

Nie zapraszałeś, ale przyszło

Emocje są trochę jak niezapowiedziani goście. Czasem wpada radość z sernikiem. Czasem lęk bez pukania. Czasem smutek siada na kanapie i patrzy w ścianę. A czasem wstyd przynosi ze sobą wszystkie twoje wspomnienia z gimnazjum.

Nie zawsze decydujemy, kto zapuka do drzwi naszego wnętrza. Ale możemy zdecydować, czy całą energię zużyjemy na wyrzucanie gości przez okno, czy jednak zajmiemy się tym, co dla nas ważne.

Walka bywa droga

Kiedy bardzo nie chcemy czuć tego, co czujemy, często zaczyna się wewnętrzna siłownia:

„Nie mogę się bać”

„Powinienem się ogarnąć”

„Nie będę o tym myśleć”

„Muszę natychmiast przestać to czuć”

I wtedy, oprócz lęku, mamy jeszcze walkę z lękiem. Oprócz smutku — pretensję do smutku. Oprócz stresu — stres, że się stresujemy.

To trochę jak wylanie herbaty i dokładanie sobie drugiego kubka — tym razem na głowę.

Gotowość brzmi inaczej

Akceptacja mówi:

„To jest trudne — i mogę to czuć.”

„Mam lęk — i nadal mogę zrobić krok.”

„Jest we mnie napięcie — i mogę oddychać.”

„Pojawił się smutek — i mogę być dla siebie łagodny.”

To nie jest rezygnacja. To jest poszerzenie przestrzeni.

Już nie muszę czekać, aż zniknie dyskomfort, żeby zacząć żyć.

Nie musisz lubić deszczu, żeby wyjść z domu

Czasem czekamy na idealny stan wewnętrzny:

najpierw przestanę się bać,

potem zacznę działać,

najpierw będę pewny siebie,

potem się odezwę,

najpierw wszystko poczuję „jak trzeba”,

potem zacznę żyć.

A życie tymczasem stoi przy drzwiach w kurtce i pyta: „Idziemy czy jeszcze godzinę będziesz negocjować z pogodą?” Akceptacja to wzięcie parasola i wyjście mimo chmur.

Czułość wobec siebie

Gotowość na doświadczanie nie wymaga twardości. Nie chodzi o zaciskanie zębów i hasło: „Dawaj, cierp dzielnie”.

Chodzi raczej o postawę: „Widzę, że jest ci trudno.” „To ma sens, że tak reagujesz.” „Nie muszę cię naprawiać w tej sekundzie.” „Możemy iść dalej razem.”

To jedna z najpiękniejszych form odwagi: nie uciekać od siebie, kiedy w środku jest niewygodnie.

Na dziś

Może dziś nie pytaj siebie: „Jak mam to usunąć?” Spróbuj zapytać: „Czy mogę zrobić trochę miejsca na to doświadczenie i jednocześnie zrobić krok w stronę tego, co ważne?”

Bo akceptacja nie mówi: „Zostań tam, gdzie jesteś.” Akceptacja mówi: „Weź ze sobą to, co czujesz. I chodź.”